Podejrzewam, że są osoby, które bardzo to lubią, ja do nich nie należę, lubię malować i działać w skupieniu i samotności, ewentualnie w małym gronie znajomych. Dodatkowo w mojej głowie mieszkają dziady, które uwielbiają podkopywać moją pewność siebie.
Skoro Bóg dał mi taką a nie inną umiejętność, to po to, żeby służyć w ten sposób innym ludziom, a to oznacza, że nie chowam moich prac w szafie babci Marysi, tylko pokazuję je światu. W dodatku nie tylko w formie zdjęć wrzucanych na media społecznościowe i stronę internetową (to najłatwiejsze dla introwertyka) ale także podczas wystaw i wernisaży, bo to właśnie wtedy mogę opowiadać o mojej sztuce, misji i przesłaniu. O tym, w co wierzę i co mnie uwiera.
I tu dochodzimy do sedna, bo ja nie lubię występować. Jak na ironię bywam do tego wywoływana niespodziewanie i bez czasu na przygotowanie „przemowy”. Nie czuję się komfortowo, kiedy mam opowiadać o moich przemyśleniach, w dodatku mówić żartobliwie i z humorem i żeby ludzie nie ziewali. Nie wiem jak w rozrywkowy sposób wciągnąć do mojego świata przepełnionego spokojem natury. To dla mnie duże wyzwanie, a dodatkowo stres i nerwy powodują, że moje policzki zawsze w takich sytuacjach robią się purpurowe.
Dlaczego więc staram się przynajmniej raz w roku zorganizować wystawę z wernisażem?
Prawda jest taka, że pomimo stresu przed wystąpieniem i obaw jak moja sztuka zostanie odebrana przez odwiedzających, bardzo to lubię.
Wernisaż to nie tylko godzinne spotkanie w galerii, to przygotowanie cyklu, oprawienie prac i zawiezienie ich na miejsce wystawy. Odpowiednie ich zawieszenie tak, żeby były pięknie wyeksponowane, przygotowanie ulotek, ciasta i innych smakołyków. Gdzieś w międzyczasie zapraszanie gości, informacje w mediach społecznościowych, przygotowanie ubrania i wspomnianej na początku przemowy. To też okazja na zawarcie nowych znajomości.
I przychodzi ten dzień. Wszystko jest przygotowane.
Czekam na gości, truchleję, że jeszcze nikogo nie ma (kto będzie te ciasta zjadał). Dziesięć minut przed rozpoczęciem sala się zapełnia i widzę twarze znajome i nie znajome, o których wiem, że są przedstawicielami poważnych instytucji i te o których nie wiem nic, bo widzę je pierwszy raz.
Zastanawiam się rozdając uśmiechy, czy guzik w bluzce przypadkiem nie rozpiął się w miejscu newralgicznym i czy włosy nie żyją aby za bardzo swoim życiem. Przypominam sobie punkty mojej przemowy, kogo przywitać, komu podziękować, o czym powiedzieć, żeby nie było nudno i czy te policzki już są totalnie purpurowe, czy jeszcze tylko w połowie.
A potem osoba prowadząca wernisaż mówi: „to zaczynamy” i zaczyna się jazda bez trzymanki.
Słucham, kto z ważnych osobistości zechciał przyjechać, co o mnie mówią, jak mnie przedstawiają, myślę „serio? To o mnie? naprawdę? … a tak.
Nagle słyszę: „to może teraz poprosimy artystkę, żeby powiedziała nam o swoich obrazach i dlaczego taki tytuł wystawy”.
Wtedy zaczyna się ten najtrudniejszy moment. Pamiętam o przywitaniu się i zapominam o podziękowaniu dwóm kobietom, które najbardziej się przy tej wystawie napracowały. Zaczynam mówić o mojej przygodzie z akwarelą o roślinach, ich zwyczajności i cudowności. Mówię o pokrzywie i o tym, że prawdę o roślinach można przenieść na nasze ludzkie doświadczenie bycia pospolitym. O potrzebie szukania i pielęgnowania w sobie tej iskierki wyjątkowości, zachwytu i piękna.
Krótka to przemowa, bo nie lubię długich wywodów. Połowę spraw o których myślałam, że powiem, przemilczałam (standard).
Po tej oficjalnej części zaczyna się ta mniej oficjalna, rozmowy, zdjęcia, ciasta znikają, podobno są dobre. Opowiadam o obrazach, o sposobie malowania. Odpowiadam na pytania, rozmawiamy o sprawach bieżących i wszystkich innych. Słyszę bardzo dużo miłych, dobrych słów o moich akwarelach o warsztacie i umiejętnościach i pokrzywie, że jest tak namalowana, że wzbudza zachwyt.
I nagle znowu cisza. skończyło się. Wracam do rzeczywistości i garnków w zlewie.
Właśnie tak wygląda jedna z tych chwil, w której moje serce przepełnia się radością. Chwila, dla której warto podjąć trud wyjścia ze sztuką do ludzi i stanięcia w centrum uwagi pomimo swojego introwertycznego usposobienia.
Dziękuję, za możliwość doświadczenia tej chwili całym sercem i z purpurowymi policzkami.
____________
a jeżeli ciekawi Cię jak w inny sposób można opisać to wydarzenie, to zapraszam tu:
https://www.ikubi.art/wernisaz-wystawy-zwyczajne-pospolite-i-zachwycajace/